Witam
Co do punktow:
1. W pierwszym odruchu za kryterium chialoby sie przyjac kryteria anatomo-fizjologiczne to znaczy np. nie ruszamy zakretow nadoczodolowych, kory przedczolowej(intelekt), calego ukladu limbicznego(emocje) itp a za to swobodnie bawimy sie pniem mozgu itp. Biorac pod uwage mnogosc powiazan pomiedzy tymi strukturami (np. via twor siatkowaty np.) nie jest to jednak dobry pomysl. Nie mam pomyslu co ruszac co nie. Uwazam jednak historie zastosowania leukotomii przedczolowej i rozwoj tzw. psychochirurgii za wielce pouczajacy i nakazujacy dalsza ostroznosc. Ale dam przyklad….hipokamp jest zarowno czescia tzw. Kregu Papeza odpowiadajacego za odczuwanie emocji jak i waznym elementem pamieci dlugoterminowej. W ktoryms wydaniu Swiata Nauki czytalem hurraoptymistyczny artykul na temat prob zastosowania implantu w celu usprawnienia pamieci dlugoterminowej….biorac pod uwage neuroanatomie emocji az mnie ciarki po plecach przeszly.
Poruszając tę kwestię chodziło mi właśnie o to, że wszelkie próby wyznaczania granic nie mają większego sensu. W takim razie wygląda na to, że się zgadzamy :-)
2. Jedyna teoria ktora w miare kompleksowo opisuje dzialanie ludzkiej psychiki (nie mozgu!!!) czyli teorie Freuda nie spelnia Popperowskiego wymogu falsyfikowalnosci ale klinicznie ponoc sprawdza sie calkiem niezle. Badanie mozgu przy pomocy PETu czy fMRI co prawda dostarczaja nam informacji na temat lokalizacji osrodkow w OUN ale moim zdaniem przypominaja troche probe zrozumienia dzialania komputera przy pomocy pomiaru temperatury poszczegolnych podzespolow w czasie wykonywania roznych zadan (np. gra 3d podgrzeje karte graficzna z tego wniosek ze za funkcje obliczen grafiki 3d odpowiada wlasnie ona, w PET stosuje sie znakowana radioaktywnym F glukoze). Zgadzam sie ze wykonywanie eksperymentow i modyfikacji pomaga zrozumiec funkcjonowanie danego obiektu, co wykorzystano w biologii molekularnej i immunologii ale tez znowu kwestie bioetyki przy badaniu mozgu sa bardziej dwuznaczne, zalezne od swiatopogladu.
Owszem - wiele zależy od światopoglądu. Nie narzucajmy więc żadnych ograniczeń odgórnie.
3.Malo ludzkie bywaja tez jednostki….wiesz biorac pod uwage ze w spoleczenstwie ok. 4%(to 2 razy wiecej niz nosicieli WZW typu C lub osob cierpiacych na schizofrenie!!!) ludzi ma zaburzenia osobowosci typu osobowosc dyssocjalna (to tzw. psychopaci krotko mowiac) to masz racje ze tak naprawde ewentualna modyfikacja(leczenie) moglaby byc jedynym humanitarnym rozwiazaniem. Jest to arcyciekawe zagadnienie ale raczej nie na ta strone.
Na potencjalnej możliwości modyfikacjach mózgu skorzystać mogą wszyscy. Zdrowi, którzy pragną ulepszeń jak i chorzy, dla których może to być jedyna szansa na normalne życie. Dlaczego ktoś ma decydować o tym co jednym wolno, a innym nie?
4. Jezeli potenjalnie do stracenia jest romantyczna milosc….to niezaleznie od tego co jest do zyskania to i tak niewarto. Koniec kropka bez dwoch zdan.
Uważam, że nie wiedząc co mamy do zyskania ciężko jest ocenić czy nie warto. Nie wiemy także jak duża jest szansa zatracenia uczuć, aczkolwiek wydaje się to mało prawdopodobne - nie ma w tym magii, a dostatecznie zaawansowana wiedza o naszym mózgu zapewne przyczyni się do ich dobrego zrozumienia. Osobiście nawet nie jestem pewien w jakim stopniu to one powinny być kryterium. Po raz kolejny wnioskuję, iż każdy musi zadecydować sam.
5.Modyfikacje farmakologiczne stosuje sie juz od dawna a psychochirurgia okazala sie jedna wielka pomylka….moim zdaniem jednak tak sie szczesliwie sklada ze sytuacje w ktorych wchodzimy z modyfikacjami maja albo na celu ratowanie zycia (depresja czesto powiklana jest proba S), albo zapobiegaja dezorganizacji struktury osobowosci (neuroleptyki) albo tez ulatwiaja w miare normalne zycie pacjentom z chorobami neurodegeneracyjnymi(L-dopa, cholinomimetyki). Moim zdaniem ingerencja powinna miec miejsce tylko wtedy gdy leczymy chorobe, gdyz wtedy zaniechanie doprowadziloby do znacznie gorszych skutkow niz ewentualne skutki uboczne. Modyfikacje w celu zwiekszenia funkcji poznawczych uwazam za zbyt ryzykowne.
Osobiście nie wiem jak dużo ludzkość (lub nawet dana jednostka) ryzykuje - mogę tylko przypuszczać. Myślę, że tylko nieskrępowany rozwój tej dziedziny może to wyjaśnić.
Na marginesie myślę, że np. nanotechnologia jest dużo bardziej niebezpieczna. Tak jak z resztą wiele nieznanych technologii. Idąc tym tropem musielibyśmy wstrzymywać cały postęp technologiczny, a koniec końców i tak by ktoś daną technologie rozwinął… być może ktoś nieodpowiedzialny. Tak przynajmniej mamy równowagę.
P.S.
"Ach tak… dla jasności zgodzę się też, że nie wiemy wszystkiego o naszym mózgu."
Wiesz gdybys uwazal inaczej to ja uwazalbym ze dalsza dyskusja z Toba jest pozbawiona sensu :)
Tak jak napisałem, to było dla jasności.
Moja wiedza na te tematy jest w sumie dosc skromna kiedys interesowalem sie neurofizjologia ale teraz troche zmienilem dzialke.
Ja też nie jestem żadną wyrocznią :-)
Wyrażam swoje zdanie.
I znow zapomnialem. Polecam zapoznanie sie z pracami hiszpanskiego neurofizjologa Delgado. Byl on pionierem stosowania implantow domozgowych i odnosil na tym polu calkiem spore sukcesy. Jego prace poszly jednak generalnie w zapomnienie ze wzgledu na niesprzyjajacy klimat wokol tych badan. Byly to lata 60, tak poziom zaawansowania implantow mozgowych byl niewielki. Mozna sobie wyobrazic co daloby rade zrobic teraz stosujac np. nanorurki weglowe i uwalniajac neuroprzekazniki nawet jesli nawet nie bezposrednio do wybranych synaps to precyzyjnie w dane osrodki w OUN.
Hymm… wydaje mi się, że dr Delgado nie jest w tym przypadku dobrym przykładem. Metody były prymitywne, a cel jednak nieco inny (przecież to była głownie stymulacja mózgu impulsami prądu, później polem magnetycznym, a nie próba poszerzenia możliwości). Chyba, że o czymś nie wiem - nie miałem czasu zapoznać się z oryginałami jego prac.
Pozdrawiam